[VIDEO] Czy porwanie 4-letniej Julki wspiera Nina K., właścicielka stadniny koni w Bąkowie pod Gdańskiem a jednocześnie organizatorka półkolonii dla grup dzieci? Do Prokuratury trafił dziś wniosek o ściganie jej za przestępstwa kryminalne!
Nina K. przyznała się dziś, że Julka przetrzymywana była na terenie jej stadniny. A winą za przestępstwa kłamstwa i oszustwa Organów Ścigania i Wymiaru Sprawiedliwości obarczyła "policjantów i pracowników Sądu"! Redakcję Patriot24.net próbowała zastraszyć łamiąc Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej!
- W stadninie odbywają się półkolonie dla dzieci oraz zajęcie dla zorganizowanych grup dzieci i młodzieży. Tymczasem właścicielka stardniny - Nina K. - ma za nic prawo rodzinne, opiekuńcze oraz sądowe postanowienia dotyczące nieletnich - zaalarmowała dziś Prokuraturę w swoim Zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa matka porwanej 23 marca 2020 r. Monika Fortas.
Świadkowie dzisiejszego zdarzenia gotowi są potwierdzić zarówno przed Prokuraturą jak i Sądem, że kobieta neguje polski system Prawa Rodzinnego, Opiekuńczego i dotyczącego nieletnich. W nerwowej i krzykliwej awanturze ze spokojną matką porwanego dziecka powoływała się "koniecność zastosowania" projektu ustawy, który gdzieś utknął w Senacie i jako prawo w ogóle nie obowiązuje!
- Wykrzykiwała, że trzeba zastosować to nieistniejące prawo. Prowadząc firmę z udziałem dzieci i nieletnich mam poważne wątpliwości co do praworządności prowadzonej przez nią działalności gospodarczej w tym zakresie - przekazuję Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net i Telewizja.Patriot24.net
Jej panicznym zachowaniem byli wstrząśnięci dziś nawet jej najbliżsi oraz współpracownicy. Matka i siostra popłakały się nawet ubolewając nad dramatem, jaki zgotowała 4-letniej Julece i jej mamie Nina K.
Ale kobieta trwała w agresji wobec matki dziecka i uporze przy swoich abstrakcyjnych poglądach prawnych.
Sprawa jest poważna, bo ojciec dziecka Bartłomiej P. okłamał dwukrotnie Policjantów oraz Sąd co do swojego miejsca pobytu razem z porwanym dzieckiem. Mężczyzna pod pretekstem walki z koronawirusem złamał postanowienie Sądu, który nakazał mu, po widzeniu z dzieckiem w dniu 22 marca 2020 r., zwrot Julki matce, do jej miejsca zamieszkania w Gdańsku.
Na czym polegało kłamstwo Bartłomieja P., które dziś wspierała Nina K.?
Pierwszy adres, który podał Policjantom w ogóle nie istnieje. Więc tam kuratorzy sądowi dziecka nie odnaleźli.
- To albo ktoś pomylił się na policji albo błąd popełnili pracownicy sądu - starała się uprawdopodobnić te kłamstwa Bartłomieja P. dziś Nina K w obecności świadków.
- Na tym adresie tutaj był, ale też się wyprowadził ja nie wiem dokąd - kłamała dziś Nina K. choć spędziła na tym kolejnym, najnowszym adresie w okolicach Kartuz majowy weekend zarówno z Bartłomiejem P. jak i z porwaną, 4-letnią Julią. I są na to twarde dowody.
Matka porwanego dziecka dodatkowo alarmuje Prokuraturę, że Nina K. może ściśle współpracować z fanatycznymi członkami sekty tak zwanych dzielnych tatusiów. Bo tak jak oni, neguje obowiązujące w Polsce prawo rodzinne, opiekuńcze i prawo nieletnich. Oraz narzuca nieistniejące wizje prawne osobom, które domagają się przywrócenia praworządności względem uprowadzonego dziecka.
Monika Fortas wciąż ma nadzieję na mediacje z ojcem-porywaczem. Bo już wielokrotnie tacy uparci ojcowie jak on trafiali za łamanie prawa do więziania. Często z udziałem albo uzbrojonej w ostrą amunicję Policji a nawet antyterrorystów.
Tak jak np. Sebastian J., - dotychcasowey herszt tzw. grupy dzielnych tatusiów - któremu po 6 miesięcy aresztu m.in. za porwania własnego syna, Sąd Rejonowy w Szczecinie dzis znów przedlużył pobyt za kratami o kolejny okres.
- Jestem gotowa w każdej chwili usiąść do stołu z ojcem dziecka, by wypracować trwałe porozumienie. Bo dziecko powinno mieć mamę i tatę na wolności - przekazała dziś po raz kolejny Monika Fortas.
- Wciąż mam nadzieję, że ojciec dziecka zachowa się jak mężczyzna i będzie samodzielnie podejmować odpowiedzialane decyzje. A nie będzie słuchał się żądnych jego pieniędzy doradców-amatorów, którzy zaprowadzą go do więzienia. Wykorzystując jego trudne położenie - dodaje matka dziecka.
Film z dzisiejszego skandalu przy stadninie jest w fazie obróbki technicznej. Zaprezentujemy go wraz z niniejszym tekstem oraz na Telewizja.Patriot24.net jak tylko się ona zakończy.
Dziś po godzinie 13 Nina K. wysłała pisma, w którym próbuje popełnić kolejne przestępstwo zmuszenia naszej redakcji do określonego zachowania polegającego na rezygnacji z publikacji niniejszego materiału dziennikarskiego. Tę sprawę również zgłosimy do Prokuratury.
- Artykuł 54 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi że "cenzura prewencyjna w Polsce jest zakazana". Dziwię się jej i jej rodzinie, że dała się namówić na tak amatorską próbę zastraszenia naszej redacji podpisując z imienia i nazwiska to bezprawne żądanie - przekazuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net
O działalności finansowej Bartłomieja P. napiszemy w dniu jutrzejszym. Ten wątek sprawy analizuje biuro Krzysztofa Rutkowskiego, do którego zwróciła się o pomoc zrozpaczona matka.
Z OSTATNIEJ CHWILI: Dziś Kuratorzy Sądowi z Kartuz odnaleźli dziecko i ojca. Ukrywa się w mieszkaniu, w którym według dowodów, ostatni weekend spędziła Nina K.
- Bardzo serdecznie chciałabym podziękować Komendantowi Powiatowemu Policji w Kartuzach Andrzejowi Kiełkowskiemu za profesjonalną akcję jego Policjantów. To dzięki ich zaangażowaniu wiem po raz pierwszy od wielu tygodni, że moje dziecko żyje - przekazała dziś matka Julki.
- Chciałabym bardzo serdecznie podziękować też Prezesowi Sądu Rejonowego w Kartuzach Adamowi Skórzewskiemu za błyskawiczną pomoc udzieloną mi dziś w tym zakresie - przekazała Monika Fortas.
- Bardzo serdecznie dziękuję też Przewodniczacej Wydziału Rodzinnego Iwonie Werengowskiej oraz Pani Kierownik Zespołu Kuratorskiego Elżbiecie Kus tegoż Sądu za okazane serce i profesjonalną pomoc, pomimo panującej pandemii - dodaje matka Julki.
Wszelkie nowe informacje na ten szokujący temat będziemy przekazywać na bieżąco, również poprzez naszego Facebooka oraz naszą stację Telewizja.Patriot24.net. W ich przekazywaniu Państwu bardzo profesjonalnie wspiera nas Rzecznik Prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Gdańsku Łukarz Zioła, który pomiomo przeszkód związanych z ograniczonym zakresem działania Wymiaru Sprawiedliwości, swoją pracę wykonuje na najwyższym poziomie.
Do redakcji Patriot24.net zgłosił się przedsiębiorca, który twierdzi, że od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje odzyskać pieniądze za dostarczony towar. Chodzi o dostawę ogórków o wartości ponad 200 tysięcy złotych brutto, której odbiorcą miała być Grupa Producentów Green Group Sp. z o.o.
Sprawa lekarza neurochirurga, wokół której od wielu miesięcy pojawiają się pytania dotyczące działań organów samorządu lekarskiego, trafiła pod uwagę Ministerstwa Zdrowia.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.