[VIDEO] Czy gorzowska mecenas Anna Grzesiowska namawia od kilku lat swojego klienta - porywacza dziecka - do łamania prawa? Czy doradza mu, by lekceważył prawomocne wyroki sądów w Polsce i Wielkiej Brytanii? Za nic mając koszmar tęskniącej matki!?
Mecenas Anna Grzesiowska uciekła wczoraj przed Telewizją Patriot24.net i pytaniami o jej pracę. Czy jest zgodna z prawem polskim i europejskim oraz normami etycznymi adwokata ds rodzinnych? Czy to przez nią matka od blisko dwóch lat nie ma kontaktu z własnym dzieckiem?
Mecenas Anna Grzesiowska z Gorzowa Wielkopolskiego reprezentuje przed sądem Przemysława Wojciuszkiewicza. To mężczyzna, który dwa lata temu zaczął kłamać, że bierze swoje dziecko mieszkające w Wielkiej Brytanii na wakacje do Polski.
Ale zamiast plaży, morza i atrakcji zawiózł dziecko do lekarzy psychiatrów i wymyślając rzekome problemy psychiczne. Zamiast zapewniania wypoczynku, zaczął gromadzić być może zmanipulowaną dokumentację psychiatryczną dziecka!
Ale sądy w Polsce i Wielkiej Brytanii nie dały się nabrać na jego prymitywne zagrywki. Orzekły w 2016 roku, że ma oddać 12-letniego wówczas syna Jakuba matce do Wielkiej Brytanii. A sam korzystać z widzeń i spędzania czasu w okresie ferii, świąt i wakacji, które sąd mu zapewnił.
Dodatkowo w ramach tzw. Konwencji Haskiej brytyjski sąd zażądał powrotu 12-latka do Wielkiej Brytanii. Dostrzegając paranoiczne działania Przemysława Wojciuszkiewicza, polski sąd prawomocnie uznał tę decyzję za słuszną.
Ale chłopiec do matki nie wrócił. Przemysław Wojciuszkiewicz zaczął ukrywać go i nastawiać przeciwko matce.
Dlaczego Przemysław Wojciuszkiewicz nie zastosował się do prawomocnych wyroków sądów? Dlaczego zaczął szydzić z polskiego i międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości?
Okazuje się, że od prawie dwóch lat reprezentuje go przed polskim sądeme gorzowska mecenas Anna Grzesiowska. Ma ona pełną świadomość prawomocnych wyroków obowiązujących jej klienta. Ma też świadomość obowiązku dostosowania się jego klienta do prawa Rzeczypospolitej Polskiej i poszanowania ich w ramach szacunku dla Państwa Polskiego.
Tymczasem wczoraj przed Sądem Rejonowym w Gorzowie Wielkopolskim uśmiechnięta i wręcz rozbawiona mecenas Anna Grzesiowska domagała się unieważnienia wszystkich dotychczasowych wyroków! Dodatkowo złożyła wniosek, by do czasu roztrzygnięcia tego absurdalnego i czasochłonnego procesu sąd zabezpieczył pobyt dziecka przy ojcu Przemysławie Wojciuszkiewiczu!
Jednak sędzia nie zgodziła się na te szyderstwa z prawa. W obecności również publicznej Telewizji Polskiej, której dziennikarze realizują reportaż na ten temat, odrzuciła cyniczny wniosek Anny Grzesiowskiej.
Decyzja Sądu powinna była skutkować natychmiastowym zwrotem dziecka matce. Ale mecenas Anna Grzesiowska ma Sąd za nic!
Na pytania czy uszanuje polskie prawo i dostosuje się do niego, mecenas Anna Grzesiowska odpowiedzieć nie chciała. Na pytania o to czy namawia swojego klienta do łamania prawa też odpowiedzieć nie chciała. Zaczęła uciekać razem ze swoim klientem sprzed kamery Telewizji Patriot24.net
- Przemysław Wojciuszkiewicz ukrywa się z porwanym już obecnie 14-letnim Jakubem w domu swojej mamusi. Taki z niego bohater, że własne dziecko pozbawia matki, a u swojej mamusi się chowa - przekazuje Robert Rewiński, redaktor naczelny Patriot24.net.
- Zapytaliśmy więc mecenas Annę Grzesiowską czy wystąpi do sądu w ramach poczucia sprawiedliwości o pozbawienie kontaktów Przemysława Wojciuszkiewicza z jego własną matką. Bo skoro poprzez jej działania prawne pozbawia kontaktu 14-letniego Jakuba z własną matką, to dlaczego nie iść dalej? Tę paranoje zarejestrowaliśmy naszą kamerą i kolejną ucieczkę mecenas Anny Grzesiowskiej również i dołączymy do niniejszego reportażu - dodaje Robert Rewiński.
Biorąc pod uwagę szydzenie Przemysława Wojciuszkiewicza z polskiego i europejskiego prawa, manipulowanie dzieckiem poprzez nastawianie go przeciwko matce oraz łamanie prawa międzynarodowego obowiązującego obywateli Unii Europejskiej Patriot24.net udaje się wkrótce do Wielkiej Brytanii. Będziemy pomagać matce dziecka w uzyskaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania dla łamiącego prawo Przemysława Wojciuszkiewicza.
- Ojciec Kuby nie dość, że wypacza mu dzieciństwo to jeszcze myśli, że stoi ponad prawem. Wybijemy mu to z głowy poprzez siłę europejskiego prawa, która dotyczy równo wszystkich w Unii Europejskiej. I udowodnimy, że pomysły mecenas Anny Grzesiowskiej są najgorsze z możliwych. Bo krzywdzą zarówno dziecko jak i stęsknioną matkę - przekazuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net
- Będziem domagac się też wyciągnięcia konsekwencji wobec mec. Anny Grzesiowskiej. Bo wykonując zawód adwokata specjalizującego się w sprawach rodzinmych, powinna być wyczulona na potrzeby dziecka. A nie chełpić się zemstą i urządzać sobie śmichy-chichy z tragedii dziecka i matki - podsumowuje Robert Rewiński.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.